Trekking w Andorze.

Trekking w Andorze.

Andora to niewielkie państewko zagubione wysoko w górach, a ściślej rzecz biorąc w Pirenejach. Najwyższym szczytem w Andorze jest jeden z wyższych szczytów całych Pirenejów czyli Coma Perdosa o wysokości 2942 m n.p.m. Jego zdobycie to nie lada wyczyn, a trzeba pamiętać, iż obecnie możemy bardzo prosto wybrać się na tego typu wyprawę, obejmującą zdobycie właśnie Coma Perdosa. Warto tutaj jednak sprawdzić w jaki sposób wygląda podejście do zdobycia szczytu, zanim zdecydujemy się na samodzielne dokonanie tego wyczynu.

Skąd zacząć?

Zdecydowanie najlepszym punktem startowym jest tutaj miejscowość Arinsal, gdzie zaczyna się szlak wiodący na szczyt. Trzeba tutaj zachować sporo ostrożności, bowiem na samym początku natrafimy na wiele odgałęzień szlaku, a co za tym idzie, można się pogubić. Znajdując jednak właściwe oznaczenia można potem już spokojnie wędrować prosto do schroniska Refugio de la Comapedrosa.

Schronisko Refugia de la Comapedrosa

Jest to bardzo ciekawe schronisko, w zasadzie trudno będzie znaleźć podobne schroniska w naszych rodzimych tatrach czy też Beskidach. Trudno tutaj zamówić herbatę czy kawę, za to lokalny bimber czy też piwo nie stanowi najmniejszych trudności. Poza tym można oczywiście napić się napojów gazowanych z puszki, niemniej jednak poziom ich schłodzenia pozostawia wiele do życzenia. Niezależnie jednak od pewnych niedogodności związanych ze schroniskiem, jest ono naprawdę malowniczo usytuowane i chociażby dla samych widoków, warto zatrzymać się tam na chwilę dłużej, aby odpocząć, nabrać sił i kto wie… może nawet skusić się na ten słynny bimber z Andory.

Trasa na szczyt.

Sam szlak już po wyjściu ze schroniska początkowo wiedzie trawiastymi wywłaszczeniami terenu, aczkolwiek z czasem zmienia się nie do poznaniu. Po około godzinie marszu, praktycznie możemy już zapomnieć o trawiastych wywłaszczeniach, które ustępują miejsca stromej, kamienistej ścieżce. Na wysokości około 2600 m n.p.m. ulokowane jest jeszcze jezioro Estanys de Comapedrosa, które po prostu omijamy, nie pomijając okazji do zrobienia kilku ładnych zdjęć. Okazja po temu będzie jeszcze jedna, gdyż przed nami także jezioro Estany Negre.

Od tego mniej więcej momentu zaczyna się coraz trudniejsza trasa. W zasadzie sam szczyt jest zbudowany z dużych ilości kamieni, łupków i gnejsów. Coś jakbyśmy wchodzili na naszego lokalnego Diablika, tylko wielokrotnie potężniejsze i bardziej strome, w dodatku o trudniejszym podejściu. Takie podejście po gruzie trwa około godziny i potrafi być naprawdę nieźle wyczerpujące.

Powrót

Po zaliczeniu szczytu i zrobieniu odpowiednich pamiątkowych fotografii, pora zacząć schodzić w dół. Trzeba tutaj od razu powiedzieć, iż samo zejście nie jest aż tak trudne, choć idąc na szczyt można się w pewnych chwilach załamać, myśląc, że trzeba będzie schodzić tą samą trasą. Nie jest jednak tak trudno, jakby się mogło wydawać, tym bardziej, iż po drodze jest jeszcze przecież schronisko a schronisku… a jakże, bimber!

Podsumowanie

Tego typu wycieczki trekkingowe w Andorze, z całą pewnością będą bardzo korzystnie wpływać na nasze samopoczucie. Wejście na szczyt zawsze daje dużo satysfakcji, a tutaj trzeba pamiętać, iż cała wyprawa będzie zajmować około 10 godzin marszu, z drobnymi przerwami na uzupełnienie zapasu alko… eeeee… wody. Na pewno trzeba z całą stanowczością polecić wyprawę każdemu, kto tylko ma odpowiednio sporą kondycję i wytrzymałość. W końcu zdobycie „Dachu Andory” nie jest zadaniem dla każdego z nas.

Naczelny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *